Doceniać to, co się ma.. Czyli o tym jak wydarzył się cud.

Dziś mamy taki dzień, kiedy siedzimy w domu, Leon bawi się na dywanie a ja patrząc na niego nie mogę nie być wdzięczna.. Wdzięczna Bogu, za to, że nam Go dał. Czy wierzysz, że ktoś czuwa czy nie – ja wierzę. Bo jak inaczej wytłumaczyć to wielkie szczęście jakie mam każdego dnia? Chcę Wam dziś powiedzieć jak niegasnąca wiara może czynić cuda..
Ponad trzy lata temu wyszłam za mąż za fajnego kolesia. Zakochani byliśmy na zabój, było nam cudownie. Byliśmy ze sobą prawie 5 lat przed ślubem dlatego chwilę po nim zdecydowaliśmy się na dziecko. Wiedzieliśmy, że to nas scali, wypełni nasze życie. Oboje uwielbialiśmy myśl o dziecku. Nie do końca wiedzieliśmy z czym to się wiąże. Ale byliśmy zdecydowani. Zaszłam w ciąże bardzo szybko od decyzji. Nasze szczęście było wielkie!! Po 6 tygodniach i kilku dniach czułam, że coś jest nie tak. Poszłam do lekarza i bum! Ciąża stracona. Myślałam, że pęknie mi serce. Nie tylko dlatego, że straciliśmy nasze maleństwo, ale dlatego, że lekarz stwierdził, że nie wróży nam w przyszłości dzieci. Że moja macica ma zły kształt, że marne szanse kiedykolwiek donosić ciąże o ile wogóle w nią zajdę. Załamałam się. Pamiętam, że moja cudowna mama i mój mąż wspierali mnie szczególnie i nie pozwalali w to wierzyć. Słyszałam wtedy, że często traci się pierwszą ciąże, że bywa. Ale tylko matka wie co czułam. Nie mieliśmy żadnych postanowień co dalej. Nie myśleliśmy co teraz zrobić. Po dwóch miesiącach okazało się, że znów jestem w ciąży. Bałam się. Cieszyłam, ale bałam. Dopóki nie zaczęłam czuć ruchów, połowę ciąży myślałam, czy wszystko dobrze. Później czułam ruchy i było łatwiej. W 37 tygodni na świat przyszedł zdrowy, duży, cudowny, śliczny chłopiec. Nasz wymarzony.
Kiedy zbliżały się drugie urodziny Leona zdecydowaliśmy, że dobrze, żeby nasz chłopiec miał rodzeństwo. I znów od razu zaszłam w ciążę. W siódmym tygodniu dostałam krwawienia. Okazało się, że znów straciliśmy dziecko. Nie było nam łatwo. Ale lżej niż za pierwszym razem. Leon już jest, daje siły i sens. Znów się nie poddaliśmy. Po dwóch miesiącach dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży. Zaczynam jutro 17 tydzień ciąży. Od wczoraj czuję, że malutka się rusza. Tak, to będzie dziewczynka. A nawet jeśli ktoś się pomylił i jednak będziemy mieli drugiego synka- będziemy go kochać ponad wszystko. Wydarzył się cud. Kolejny cud. Jestem mamą. Przeżyłam stratę. Dwa razy. Za każdym razem kawałek mojego serca pękał. Ale wiem, że to sprawia, że jestem silniejsza. I wiem, jak wiele z Was przeżywa strate. Ile z Was ją przeżyło i ile jeszcze ją przeżyje. Ale jeśli masz być mamą – będziesz. Niezależnie od tego co mówią lekarze. Bo jest ktoś ponad. A ja i moje dzieci jesteśmy tego dowodem. I to Cie wzmocni.

IMG_2892.JPG

IMG_2325.JPG

Zdj1 Leon teraz
Zdj2 Zoja

Reklamy

18 thoughts on “Doceniać to, co się ma.. Czyli o tym jak wydarzył się cud.

  1. Piękny wpis, ogromnie się wzruszyłam! Ja mam przegrodę w macicy i też wielokrotnie słyszałam, że z taką budową macicy to nie mam szans, a ja jutro też zaczynam 17 tydzień!!! :D idziemy łeb w łeb ;D

      1. o nieee, my z pomorza :) Jesteśmy z Lęborka, ale chcę rodzić w Wejherowie :)

  2. pięknie napisane! chciałam wkleić zdjęcie mam dokładnie takie samo zdjecie mojej córki z USG :) Na pewno będzie piękna Zoja:)

  3. Ten Ktoś na górze, który rzekomo czuwa jest okrutny. Przygląda się z boku cierpieniu. Widzi i nie grzmi… Jak może być dobrym i miłosiernym ktoś, kto pozwala niewinnym istotom tak cierpieć? Jaki jest sens cierpienia i śmierci dziecka chorego na białaczkę? Jaki boski plan mam dostrzec w licznych nowotworach, wadach serca, białaczkach i innych straszliwych chorobach? Tutaj nie ma racji bytu wolna wola, bo te maleństwa nie mogą zdecydować, że chcą żyć bez cierpienia. Jeżeli Bóg istnieje, to albo jest okrutny, albo ma za mało czasu na to czuwanie.

    1. Pewien mężczyzna poszedł, jak co miesiąc, do fryzjera. Zaczęli rozmawiać o różnych sprawach. Ni z tego, ni z owego, wywiązała się rozmowa o Bogu.
      Fryzjer powiedział:

      – Wie pan, ja nie wierzę, że Bóg istnieje.

      – Dlaczego pan tak uważa? – zapytał klient.

      – Cóż, to bardzo proste. Wystarczy tylko wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że Bóg nie istnieje. Gdyby Bóg istniał, myśli pan, że istniałoby tyle osób chorych? Istniałyby opuszczone dzieci? Gdyby istniał Bóg, nie byłoby bólu, nie byłoby cierpienia… Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Boga, który na to wszystko pozwala.

      Klient pomyślał chwilę, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Nie chciał wywoływać niepotrzebnej dyskusji. Gdy fryzjer skończył, klient zapłacił i wyszedł. I w tym momencie zobaczył na ulicy człowieka z długą zaniedbaną brodą i włosami. Wyglądało na to, że już od dłuższego czasu jego włosy i broda nie widziały fryzjera. Był zaniedbany i brudny.

      Wtedy klient wrócił i powiedział:

      – Wie pan co? Fryzjerzy nie istnieją!

      – Bardzo śmieszne! Jak to nie istnieją? – zapytał fryzjer – Ja jestem jednym z nich!

      – Nie – odparł klient – Fryzjerzy nie istnieją, bo gdyby istnieli, nie byłoby ludzi z długimi włosami i brodą, jak ten człowiek na ulicy.

      – A nie, fryzjerzy istnieją, to tylko ludzie nie poszukują nas z własnej woli.

      – No właśnie – powiedział klient. – Dokładnie tak. Bóg istnieje, to tylko ludzie Go nie szukają i robią to z własnej woli, dlatego jest tyle cierpienia i bólu na świecie.

      Bóg nie obiecywał dni bez bólu, radości, bez cierpienia, słońca bez deszczu.
      Obiecał siły na każdy dzień, pociechę wśród łez i światło na drodze…

      Autor nieznany

      1. Powiem tak: BZDURA TOTALNA!!! Co ma jedno do drugiego? Zarośnięty gość zdecydował o tym, że chce być zarośnięty. Nikt mu nie każe chodzić z brodą po kolana, jego wola. A czy cierpiące dzieci mają prawo wyboru? Czy ich rodzice, którzy oddaliby życie za ich zdrowie mają prawo zdecydować, że chcą „ściąć” chorobę swojej pociechy tak jak ten zarośnięty może w każdej chwili obciąć włosy i się ogolić? Niestety tak to nie działa. Dzieci cierpią strasznie bez powodu (bo nikt mi nie wmówi, że jest w tym sens. Jakiś Boski plan! Nie ma w tym sensu. To jest okrutne!), rodzice muszą bezsilnie patrzeć na cierpienie swych dzieci choć z całą pewnością wzięli by je na siebie gdyby mogli. Mogą jedynie błagać Boga by zabrał to cierpienie, chorobę, a on łaskawie uśmierca takie dziecko, by dłużej się nie męczyło… Jeśli Bóg istnieje to jest wyjątkowo okrutny!

  4. Blis87 jeśli zakładamy, że Bóg istnieje, musimy założyc że istnieje też Szatan. I to Szatan jest sprawcą złego. Bóg chroni, ale tylko i wyłącznie na podstawie naszej chęci i wolnej woli. Trudno jest wyjaśnić zło na świecie, ale gwarantuję Ci, że poznając Boga i decydując się na życie z nim, otrzymujesz prawo do panowania nad złem. Ono będzie się działo, bo świat jest zniszczony, ale Bóg to rozwiązał i posłał Zbawiciela. Bóg wie co to znaczy mieć cierpiące dziecko, bo Jego Syn umierał na krzyżu. Ale zmartwychwastał i powróci. Jeśli piszesz, że Bóg jest okrutny, to znaczy, że w niego wierzysz. Jeśli w niego wierzysz, to musisz przyjąć to co on sam mówi o sobie w Biblii i doświadczeniach innych ludzi. Jeśli w niego nie wierzysz, to nie możesz pisać, że jest okrutny, bo go nie ma :)
    Nie ma boskiego planu w nowotworach ani dzieci ani dorosłych. To jest szatański plan. Bóg może uratować ludzi nawet z nowotworów i robi to, jeśli nauczymy się przeciwstawiać szatanowi. W mocy zmartwychwstałego Chrystusa dzieją się wielkie cuda. Walka między dobrem a złem jeszcze trwa, ale Bóg obiecał nam nowy świat.
    Brzmi infantylnie i naiwnie? rozumiem. Jeśli gdzieś tam w środku troche jednak w niego wierzysz – zapytaj go co o tym myśli, wygarnij mu, co do Niego masz, a jeśli zechcesz – poproś żeby Ci pokazał swoją miłość i moc – zrobi to. I wtedy, kiedy już go doświadczysz, przekonasz się czy jest okrutny.
    pozdrawiam i zachęcam do poszukiwań :)

    1. Nie przemawiają do mnie tego typu argumenty. Kiedyś byłam osobą bardzo wierzącą i stale doświadczałam złego. Moje życie było porażką. Powiesz, że Bóg mnie sprawdzał. A ja powiem, że maltretował małą dziewczynkę, która każdego dnia błagała go na kolanach by odmienił jej los. Nie odmieniał. Moje życie było piekłem! Stopniowo zaczęłam się od niego odwracać i w końcu zaczęłam dostrzegać światełko w tunelu! Dlaczego? Potrzebowałam go, a on mnie nie wysłuchał. Taki właśnie jest, jeśli jest – obojętny. Znam ludzi, którzy byli bardzo wierzący, do końca, do śmierci swojego jedynego synka. Modlili się ciągle! I już myślałam, że na prawdę wymodlą to uzdrowienie z białaczki, bo wyniki się poprawiały, rokowania były dobre. Niestety, Bóg stwierdził chyba, że nie modlą się dość żarliwie i zabrał Maciusia. Bóg nas nie kocha, on nas najwyżej hoduje.

  5. Kiedy zaszłam w ciążę z moją córką w 5 tygodniu usłyszałam to koniec…żyłam w bólu, strachu i całkowitym zwątpieniu. Po dwóch tygodniach, w moje urodziny poszliśmy do lekarza, bo coś długo to całe poronienie trwało. Okazało się, że w moim brzuchu nada spokojnie sobie rośnie, ona nasz cud. Cud, które nie mieliśmy mieć, cud, który po 5 tygodniach odmówiono, cud, który przetrwał mimo wszystko.Mimo nadziei jaką odbierano nam na każdym kroku. Nasz cud, mały cud.

    http://ciazowomi.wordpress.com/2014/03/02/225280-nie-rob-sobie-nadziei/

    Pozdrawiam Misako :)
    I zostaje na dłużej <3

  6. Blis87 rozumiem Twoje rozczarowanie i zapewne wiele osob obwinia Boga za podobne uczynki jakie dzieja sie na swiecie. Tez czasem czegos nie rozumiem. Siegam po biblie i szukam rozwiazan. Bog daje mi nadzieje. Wyciagnal moja rodzine z bagna. On ksztaltuje nasze serca. Poprzez rozne trudnosci. Nienawisc bedzie tylko poglebiac te emocje. A te zle emocje to szatan. Mozesz wierzyc lub nie. Ale wiem ze Pan Cie nie opuscil. Nie zostawil Ciebie ani Twoich bliskich. Wolaj do niego a zaczniesz widziec cuda. Wiele jest okrucienstw. Od Ciebie zalezy jaka postawe przyjmiesz. Nie badz zla na Niego. Powierz mu sprawy swoje a On wszystko dobrze uczyni :) rob to z wiarą a zobaczysz jaki Bog jest potezny i co moze. To jest do Twoich wlasnych przemyslen. Bede modlic sie o Ciebie :) pozdrawiam

  7. Ale się wzruszyłam! Piękny tekst, ja dziś mój cud mam ochotę grrrrr, przemilczę ;) ale po tym tekście przytuliłam go mocno do siebie i złość minęła :) dziękuje :)

  8. Mam tak samo. W pierwszą ciąże zaszłam szybko, praktycznie od razu jak tylko postanowiliśmy, że tak, po 6 tygodniach krwawienie, poronienie. Po 3 miesiącach druga ciąża, obecnie mam 2 letniego Leona. Jak zbliżały się 2 ur Leona, to postanowiliśmy też o drugim dziecku, zaszłam, ale dokładnie w urodzin Leona poroniłam. Pierwszą ciążę też poroniłam dokładnie tego samego dnia, co rok później się Leon urodził. Mam z tego samego dnia, ta sama data, tylko lata się zmieniają: jedno dziecko i dwa poronienia. Dziś też obchodzę ten dzień, ale spędziłam go z moim aniołami. Tym na ziemi i myślami tymi nienarodzonymi. Obecnie czekam cały czas na dwie kreski. Ale już wiem, że będę drżeć 😔

skomentuj ten wpis:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s