czarny protest

Nie była zbyt zamożna, miała kochającego męża i dwoje dzieci. Dziewczyna, starsza, chodzi do szkoły. Młodo urodzona, ma już 16 lat. Synek ma dwa latka. Mieszkają w wynajętym mieszkaniu w centrum miasta. Ona nie pracuje, zajmuje się domem i małym. Ojciec, inżynier, pracuje w małej firmie. Na podstawowe życie wystarcza, ale na wakacjach nie byli od wielu lat. On już rodziców nie ma, ona ma tylko tatę, żyje w mieście oddalonym o 700 km, widują się raz do roku, na święta. Ona już chciałaby pracować, ale tak ciężko o dobrą pracę. A i mały chorowity. Na rehabilitację chodzą trzy razy w tygodniu. Wierzący są, do kościoła chodzą co niedzielę. Spędzają czas razem gdy tylko mogą. Patrzysz na nich i myślisz – szczęśliwa rodzina. Kochają te dzieci bardzo, bo stracili już dwoje. Poroniła. Cierpieli bardzo. W tym samym czasie po kolei odchodzili rodzice. Wiedzą co to ból straty, cierpienie, ale i wiara w lepsze dni. Pewnego słonecznego dnia wstała i od rana wiedziała, że coś jest nie tak. Źle się czuła, cierpiała. Po paru dniach poszła do lekarza – jest Pani w ciąży – powiedział. W pierwszym momencie się zasmuciła, bo pieniędzy wciąż nie za dużo. Ale wiedziała, że będzie je kochać, kochać bardzo. Tydzień mijał za tygodniem. W połowie ciąży usłyszeli – proszę Pani, bóle nie ustąpią, bo dziecko Panią zabija. Nie wiemy co mu się dzieje, bo nie wykonujemy już badań, nie mogę, Pani zrozumie. Ale nie gwarantuję przeżycia ani Pani ani dziecka. Ich świat się zawalił. Ale jak to?! Kto zajmie się dziećmi?! Kto je wychowa? Kto małego na rehabilitacje zabierze?! Wierzyli. Modlili się i czekali. O cud do Nieba wołali, bo przecież wierzyli.. Z tygodnia na tydzień dziecko w brzuchu rosło a ona czuła jak gaśnie. Dotarła do tego 36 tygodnia i urodziła. Porodu nie przeżyła. Dziewczynka żyła dwa dni, potem zmarła. Ojciec stracił dwie swoje dziewczyny, ukochane, najważniejsze, ale musi żyć. Będzie ciężko, ale jakoś sobie poradzą. Ma dla kogo żyć. On się pozbierał, starsza córka nie. Zaczęła się buntować, imprezować, palić trawkę. Nie weszła dobrze w okres dojrzewania, co ojciec wie o dojrzewaniu mówiła. Co on wie.. Poznała nowe koleżanki, chodziły do klubu co sobotę, czasem i w tygodniu. Którejś soboty poczuła się gorzej i poszła do domu szybciej niż koleżanki. Za rokiem stali młodzi chłopcy, popili trochę, coś wzięli. Zabawić się chcieli a ona akurat szła, tak się prosiła.. Zgwałcili ją. Nie jeden, trzech. Załamała się po raz kolejny. Po kilku tygodniach już wiedziała – ciąża. Wiedziała, że zawsze, gdy zobaczy twarz dziecka będzie widziała ich twarze. Wiedziała, że jako nieletnia nie dostanie praw, że to ojciec będzie musiał je wychowywać. Dziecko zwyrodnialców. Nie dała rady. Odebrała sobie życie. I został ojciec sam z małym chorym synem. I już nigdy jego oczy nie zapaliły się tak jak wtedy, gdy miał je. Żył, bo musiał, nie bo chciał. Nikt nie dał im wyboru. Żyje, ale co to za życie. Smutne i samotne. Czy mogło być inaczej? 

Reklamy

skomentuj ten wpis:

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s